Tomasz (otomato)
Plaga
Plaga
Strach, złowieszczy szelest dokoła się wzmaga
To skrzydła o skrzydeł łomocą miliony
Jak armia bezkresna- szarańczy to plaga
Trawiąca dorobku społeczeństw zagony
I biada tej trzodzie, która swoją rasę
Ocenić śmie wyżej nad szarańczy masę
Nie dojrzysz, gdzie plagi ocean wysycha
Nie zliczysz, jak liczna motłochu jest siła
Bo pięciu się kluje tam, gdzie jeden zdycha
Bo pladze liczebność bez twarzy jest miła
Wybrzmiałą komendą hałastra niesiona
Nie płaczą, gdy milion żywota dokona
Tabunem bezwiednym twa ziemia zorana
Tak bardzo sam ogień niczemu nie szkodzi
Do szpiku pokoleń Ojczyzna skalana
We wszystko swym brudem szarańcza ugodzi
Nie zdoła, w myśl niecnej zagłady prawideł
Utrącić, gdyś silny, Twej duszy i skrzydeł
Nie oddam! Ni skrawka mych ojców krwawicy
Choć dzieli robactwo me ciało na strzępy
Zaczerpnij z odwagi i siły winnicy
Niech ścieli się truchło. Bij wroga zastępy
Nim spadnie ostatni łeb wrogi, nie spocznę
Niech patrzą, uśpione w krąg plagi żarłoczne
Przetrzymać jest łatwiej, gdy rozumu zbroją
Pokąsane ciało osłonisz przed wrogiem
Czas i sól tej ziemi rany twe wygoją
Plagom precz! Przed świętym domu twego progiem
Rój bezmózgi zawsze chcąc, czy nie chcąc zbłądzi,
Gdy rządzić chcą wszyscy, wtedy nikt nie rządzi

