Tomasz (otomato)
List
Sprawa, co zwłoki nie cierpi żadnej
Dawno Wójtowi sen z powiek spędza
List do struktury najbardziej władnej
W osobie samej Proboszcza księdza
Wójt ten odbierał szlif urzędniczy
W przybytku wspólnym „Pod kłosem złotym”
Bogactwo ducha z ojca dziedziczy
Tak, jak o wszystkich ksiądz wie i o tym
- Trudno, toż jestem przedstawicielem
I mnie wybrali moi rodacy
To, że nie często goszczę w kościele
Jest jeno skutkiem ciężkiej mej pracy
Podjął Wójt w prawdzie już kilka kroków
Częściej kościelne odwiedzał ławy
Jednak za sprawą Proboszcza wzroku
List mógł załatwić lepiej te sprawy
Proboszcz tuzinem szpaków karmiony
Błędnie odczyta rdzeń mego planu
W odwecie rzuci słowo z ambony
I w diabły pójdzie verbum humanum
Jak postanowił, tak uczynił
- Wielce szanowny nasz Ty pasterzu
Dodał zawijas swój wyuczony,
Który zakończył wprost na talerzu
Zbroczywszy mankiet szprotem wędzonym
- Cnót wielorakich nasz Ty przykładzie
Autorytetu dajesz wyrazy
Ascezą w nocy, skromnością na dzień
Przyjmij szacunku mego wyrazy
Choć w cukrowaniu nie był najgłupszy
I przeznaczenie znał wazeliny
Poczuł, że we łbie robi się grubszy
Od tytułowej tej plątaniny
Pogryzł już pióra fragment pokaźny
Nic to, że głowa pęka z niemocy
Gdy pisać zaczął dzień był wyraźny
Sedna nie dotknął, aż do północy
- Treści, ach treści spłyń na mnie proszę-
Zaklinał wenę Wójt na kolanach
- Nie dość, że babrać się w tym nie znoszę
Przyjdzie mi pisać chyba do rana
Lepsza by była chyba pocztówka
Bo jeśli wątek listu formalny
Sądzisz przez pryzmat treści nagłówka
Odbiór przekazu będzie fatalny
Miejsca zostało na podpis nagi
Westchnął z tonacją iście niewieścią
Oto jest przykład, już nie przewagi,
Ale tryumfu formy nad treścią

